Jestem...tu.

poniedziałek, 13.czerwca.2011, 00:31
Tak, wracam, nowa notka pod koniec tygodnia powinna być, musze jeszcze raz przeczytać całe opowiadanie by poprzypominać sobie pewne szczegóły, ale wracam i pamiętam;).
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (36), Dodaj

ZAWIESZAM!!!!

sobota, 17.kwietnia.2010, 20:46
Niestety to musiało nastąpić...
przepraszam...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (62), Dodaj

ZAWIESZAM!!!!

sobota, 17.kwietnia.2010, 20:45
Niestety to musiało nastąpić...
przepraszam...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (1), Dodaj

Informacja

piątek, 26.lutego.2010, 07:23
Witam, z uwagi na fakt, że dziś jadę do prawdziwego piekła -a przynajmniej będzie mi towarzyszył Czort w czystej postaci data dodania notki zostaje przesunięta. Wracam dopiero w niedziele i to tego dnia można się spodziewać nowości. Przepraszam za wszelkie przesunięcia. I życzcie mi powodzenia;),
Pozdrawiam Wszystkich!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (66), Dodaj

Rozdział VI cz.V

sobota, 20.lutego.2010, 09:56
-Czy coś jeszcze zostało?- zapytał Chris wydmuchując papierosowy dym przez okno. Robił to po to bym nie musiała czuć nikotynowego smrodu, jednak nie podziałało. Siedząc na tylnym siedzeniu obok swojej podróżnej torby usiłowałam zachować pozory, że panuje nad sytuacją. Nie panowałam...
- Tak, nic więcej nie zostało. Czy coś jeszcze życzy sobie panienka byśmy znieśli?- zapytał schylając się wysoki dryblas. Ubrany był w czarną, puchową kurtkę, miał zaskakująco jasne tęczówki. W pierwszym momencie gdy go zobaczyłam przyszedł mi na myśl jakiś demon z filmów. Ciemne, potargane włosy i oczy ledwie odróżniające się kolorem od białka sprawiało to, że jego źrenice był jeszcze bardziej widoczne. Obiecałam sobie spytać Chrisa czy ten człowiek nosił soczewki.
- Powiedziałam, wszystko czego potrzebuje jest w TEJ torbie.- powtórzyłam krzyżując ramiona na piersiach. Mężczyzna zerknął zaniepokojony na Chrisa, który wyrzucił niedopałek za okno.
- Panienka się PRZEPROWADZA a nie jedzie z wizytą. Szef powiedział wyraźnie: przenieść wszystko.- odezwał się spokojnie. Zmrużyłam oczy. Samers nie żyje. Zamorduje go. Zwłaszcza po tym co zrobił na mojej rodzinnej kolacji. Pochowają go w tekturowych butach, a przynajmniej ja się o to postaram.
- Gdzie w ogóle jest ten palant?- warknęłam nieprzyjaźnie. Zostałam zostawiona pod własnym domem z Chrisem i dwu osobową obstawą w postaci owego dziwnego mężczyzny i wysokiej, nieco krępej blondynki. Chodziła wszędzie z rozpiętą kurtką, odnosiłam wrażenie, że specjalnie by pokazać swoje tatuaże spinające się po szyi i zachodzące lekko aż do prawego ucha.
- Szef coś załatwia.- odparł Chris spokojnie. Prychnęłam tylko i utkwiłam spojrzenie w szybie. W oknach salonu nadal paliło się światło chociaż było już koło czwartej nad ranem. Przez chwile wydawało mi się, że dostrzegam jak moja rodzicielka wygląda nieśmiało na ulicę. Latarnie oświetlały ją roziskrzając zamrożoną jezdnię. Było diabelnie zimno, musiałam przetrzeć szybę bo zaczęła parować. Bark wciąż mi dokuczał prawdopodobnie właśnie przez temperaturę. Zdawałam sobie sprawę, ze wszyscy cierpliwie czekają aż każę im ruszyć. JA...każę... Jednak gdybym zakomunikowała, że wychodzę od razu by mnie złapali. Rozkazy Samuela musiały być wyjątkowo dokładne. Zastanawiałam się kiedy miał czas by je wydać.
- Zamarzam.- zauważyła nieśmiało blondynka otwierając drzwi samochodu i siadając obok mnie. Westchnęłam ciężko. Czy naprawdę nie mieli zamiaru się ruszyć zanim ich nie poproszę?
- Jedziemy.- powiedziałam w końcu z dziwnym uczuciem, że przegrałam życie. Cała trójka wyraźnie odetchnęła z ulgą. Chris przekręcił kluczyk i zerknął w tynie lusterko.
- Chce jeszcze gdzieś panienka jechać?- zapytał moim zdaniem głupio. Spojrzałam na zegarek. Czwarta trzydzieści. Gdzie u diabła mogłam chcieć jechać o tej porze? Chciałam tylko się położyć spać. Wczorajszy dzień był najdłuższym w moim życiu.
- Nie, Chris. - odpowiedziałam tylko nico wypalona.
Z radiu puszczali właśnie jakąś starą piosenkę Bif Naked, Chris musiał zrezygnować z muzyki klasycznej na rzecz swoich pasażerów. Słuchając melodii i dźwięków silnika przypominałam sobie ubiegły wieczór.
Po „zaręczynach” Samuel kazał Deanowi odejść i po raz kolejny pozostawił mnie pod wrażeniem swojej charyzmy. Wiedziałam, że chłopak nie chciał wychodzić ale jednak to zrobił. Lekarz przyszedł, odpiął mnie i założył stabilizator. Jak tylko zyskałam taką możliwość spróbowałam wymknąć się chyłkiem ale nie mogłam. Natychmiast Samuel złapał mnie...tym razem za chorą rękę więc zaczęłam klnąc i wyzywać go nie zważając na to kto nas obserwuje. Wreszcie puszczono mnie do domu. Odwiózł mnie owy mężczyzna bez tęczówek i jakiś czarnoskóry chłopak. Gdy wysiadłam obaj zaczęli krążyć wokół mojej kamienicy.
W domu czekały na mnie przygotowania. O ręce powiedziałam tylko tyle, że się przewróciłam. Na szczęście moja rodzicielka była za bardzo przejęta wizytą Garego by chociaż się porządnie zmartwić. Starałam się robić tyle na ile pozwalało mi ramię. Pomagałam nieco w kuchni. Dyskretnie udało mi się ulotnić do mojego pokoju i zapakować małą torbę podróżną. Podejrzewałam, że muszę ukryć się u Samersa na parę dni tak więc nie pakowałam wieku rzeczy. Parę koszulek, jakieś jeansy, dwie bluzy, piżamę i pare par bielizny i skarpetek. Torba mimo swoich małych rozmiarów zapięła się bez przeszkód. Ustawiłam ją więc dumna pod drzwiami i odwróciłam się z zamiarem opuszczenia pokoju. Jednak drogę zagrodziła mi Kelly. Jej blond włosy opadały falami na ramiona, doskonale zrobiony makijaż podkreślał tylko jej urodę.
- Pakujesz się?- zapytała podejrzliwie. Wiedziałam co oznaczała nutka paniki w jej głosie. Bała się, ze zniknę jak ojciec. Zerknęłam na torbę i usiadłam na swoim łóżku.
- Tak, Kelly... chyba...muszę się wyprowadzić.- wykrztusiłam cicho. Wmawiałam sobie, że gdy zniknę będą bezpieczniejsze. Mogło to być nawet prawdą. Kelly zamrugała niewiele rozumiejąc. Zamknęła jednak ostrożnie drzwi do pokoju i wlepiła we mnie wyczekujące spojrzenie. Do bólu przypominała mi teraz naszą rodzicielkę.
- Wyprowadzam się do... Samuela.- powiedziałam z niewyobrażalnym trudem. Moja siostra wciągnęła gwałtownie powietrze.
- Samersa?!- zapytała nieco za głośno. Skinęłam głową. Miałam zamiar zostawić ją z tą informacją aż wyjaśnię wszystko naszej matce jednak złapała mnie w pół kroku.
- Sam, coś się dzieje, prawda?- zapytała. Zmusiłam się do uśmiechu, który chyba musiał wyglądać żałośnie.
- Ależ skąd, Kelly.- skłamałam. Uratował mnie w tym momencie dzwonek do drzwi. Nie czekając na nic rzuciłam się w stronę klamki by tylko zniknąć siostrze z oczu. W progu stanął mężczyzna w tanim garniturze, miał ciemne włosy, które ułożone zostały tak by lekko przykrywać skromną łysinę, na haczykowatym nosie wisiały okrągłe okulary. Uśmiechnął się na mój widok, choć jego oczy wcale nie odbijały pozytywnych emocji. Nigdy nie lubiliśmy się z Garrym.
- Cześć, Sam. Wszystkiego najlepszego!- powiedział mimo wszystko.
- Wszystkiego Najlepszego.- odpowiedziałam bez widocznego entuzjazmu. Niemal natychmiast minęła mnie moja matka by pocałować swojego ukochanego w policzek.
Pośród gwaru i paplaniny mojej mamy zasiedliśmy do stołu. Udawałam, że wszystko jest w porządku. Nie bardzo wiedziałam co miałam powiedzieć. Czego Samuel ode mnie wymagał?! Przeciągałam te chwile jak tylko to było możliwe.
Po kolacji wymieniliśmy się upominkami i usiedliśmy z kawą i ciastem w salonie. Patrząc na zegarek zdałam sobie sprawę jak wiele czasu mi uciekło. Zamknęłam oczy odmawiając w myślach modlitwę po czym po raz kolejny przywołałam na swoje usta kłamliwy uśmiech,
- Mamo, chciałam Ci coś powiedzieć.- odezwałam się siląc się na wesoły ton. W tym momencie zadzwonił po raz kolejny dzwonek. Kelly się poderwała, najprawdopodobniej nie chcąc widzieć miny naszej rodzicielki gdy miałam ją poinformować o tym, że się wyprowadzam.
Z holu usłyszałam tylko jej dziwny jęk, poderwałam się nerwowo. Przez moment przyszło mi na myśl, że to kolejni wrogowie przyszli machać mi pistoletami przed twarzą. Jednak w salonie pojawił się Samuel, za nim człapała się moja siostra.
- Sam, gotowa?- zapytał tylko ignorując zupełnie moją rodzinę.
- Nie.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Spojrzałam na swoją mamę, która niewiele rozumiała. Zerknęła na Garrego szukając pomocy ale chyba on również nie bardzo wiedział co się dzieje.
- Mamo, chciałam Cię zapytać...raczej, powiedzieć...Chcę się przeprowadzić.- wykrztusiłam wreszcie, oczy mojej rodzicielki zrobiły się wielkie jak spodki.
- Jak to?! Gdzie?!- zdziwiła się. Zamilkłam usiłując sformułować wypowiedź. Rzuciłam wzrokiem na Samuela ale chyba nie miał specjalnej ochoty mi pomagać. Zrobił tylko zniecierpliwioną minę.
- Do niego.- wskazałam na Samersa niechętnie. - Tylko na razie!- dodałam szybko ale tym razem jednak Samuel na to zwrócił uwagę.
- Nie żartuj, Sam.- powiedział usiłując chyba mówić ugrzecznionym tonem. Spojrzał na moją matkę i poczęstował ją zniewalającym uśmiechem.
- Oświadczyłem się dziś pani córce i z dumą stwierdzam, że je przyjęła.- powiedział. Zacisnęłam zęby. Nie miałam ochoty mówić matce nic o urojonych zaręczynach Samersa.
- Ale jak to?- nadal nie rozumiała. Mój prześladowca chyba jednak bawił się w najlepsze.
- Jestem Samuel Samers, miło mi panią poznać, przykro mi, ze dopiero teraz ale Sam jest taka wstydliwa!- wykrzyknął. Oczy mojej matki rozszerzyły się jeszcze bardziej. Zerknęła na mnie niepewnie.
- Tak... chyba...- dodała, myśląc chyba to samo co ja. Można było powiedzieć o mnie wiele rzeczy ale nie to, ze byłam wstydliwa. Wstałam szybko chcąc zakończyć tę farsę.
- To mamo będę już lecieć. Zadzwonię i opowiem ci wszystko dokładnie!- obiecałam chcąc zyskać więcej czasu by wymyślić jakieś szczegóły dotyczące „moje związku”.
Samuel chwile wymieniał jeszcze uprzejmości z moją rodziną podczas gdy poszłam po swoją torbę, gdy się pojawiłam uśmiechnął się tylko złośliwie.
- Tylko tyle?- zapytał patrząc na pakunek. Skinęłam głową. Jednak ten nie dał się nabrać wszedł na chwile na oględziny mojego pokoju po czym wyszedł niemal po sekundzie.
- Sam, samochód jest duży. Na pewno zmieści się tam reszta twoich rzeczy. Po co masz jeździć z torbami dwa razy?- zapytał niewinnie. Zmrużyłam oczy.
- To mi wystarczy.- zapewniłam jednak Samuel tylko otworzył nasze drzwi wejściowe wpuszczając do środka mężczyznę bez tęczówek i blondynkę, na którą wszyscy wołali „Siekiera”. Nie chciałam wiedzieć dlaczego... Pożegnał się z moją rodziną, pocałował mnie w policzek i wymaszerował pewny siebie. Miałam ochotę go za to zabić. Teraz będę po wszystkim musiała się jeszcze tłumaczyć z zaręczyn. Tymczasem jego ludzie zaczęli wynosić całe wyposażenie mojego pokoju, bez żadnego poszanowania dla mojej prywatności przetrząsali pułki i szuflady. W efekcie siedziałam w samochodzie Chrisa dobrą godzinę czekając aż wreszcie uznają, że wzięłam ze sobą absolutnie cały swój dobytek.
Światła latarni migały, jechaliśmy jak na mój gust nieco za szybko. Zmęczenie powoli zaczynało wygrywać.
- Panienko...Ej...śpi?- usłyszałam głos blondynki. Nie chciało mi się otwierać oczu. Może tak samo jak dzikie zwierzęta, jeśli będę udawać martwą odejdą?
- Ty...Chad, zasnęła.- powiedziała po raz kolejny. Zapadła chwilowa cisza.
- I co? Mamy ją budzić?- zapytał niepewnie bladooki. - Może ją przenieść?- zaproponował.
- Chcesz by szef cię zabił?- zapytał Chris. Jęknęłam i otworzyłam oczy. Blondynka odsunęła się nieco ode mnie i uśmiechnęła szeroko. Moim zdaniem zbyt entuzjastycznie jak na kogoś kto musi mnie niańczyć o czwartej nad ranem... Wysiadłam na dwór, chłodne powietrze zmierzwiło mi włosy. Ziewnęłam.
- Gdzie mamy to wszystko zanieść?- zapytał mnie mężczyzna.
- Skąd mam wiedzieć?- odpowiedziałam wciąż obrażona na cały świat z Samersem na czele. Chad wpuścił nas do środka, jego ludzie wnieśli moje rzeczy do środka i pożegnali się. Chwile gapiłam się bezmyślnie na drzwi. Spojrzałam znowu na zegarek. Piąta piętnaście.
- Idę spać. Dobranoc.- mruknęłam zabierając swoją torbę na górę. Ramię diabelnie mnie bolało, musiałam szybko wziąć jakieś proszki.
Położyłam torbę w pokoju gościnnym, uznałam, że nie mam zamiaru pokazywać się w przeklętej sypliani Samersa. Gdy chciałam znaleźć jakiś ręcznik z szafy wypadło tekturowe pudełko. Jego zawartość rozsypała się po drewnianej podłodze. Zamrugałam zaskoczona, byłam zbyt zaspana by zareagować jakoś gwałtowniej. Na schodach usłyszałam pośpieszne kroki i w drzwiach stanął Chris. Zaklął głośno.
- Czego panienka szukała w szafach?- zapytał Chris, nie wyglądał na zadowolonego. Uklęknął na podłodze i zaczął zbierać pojedyncze kartki.
- Przepraszam.- mruknęłam tylko i zaczęłam mu pomagać aż natrafiłam na pewno zdjęcie. Zmarszczyłam czoło wpatrując się w małego, najwyżej pięcioletniego chłopca na kolanach wyjątkowo pięknej kobiety. Mimo że zdjęcie musiało być bardzo stare nadal mogłam rozpoznać jego bohaterów.
- Czy to... Samuel?- wykrztusiłam patrząc na uśmiechnięte dziecko. Patrzyło na kobietę z uwielbieniem.
- Tak, a to jego matka.- odparł niechętnie Chris. Wodziłam palcem po czarno białej fotografii nadal nie mogąc oderwać od niego wzroku. Moje oczy były zafascynowane również kobietą jaka go trzymała. Miała taki miły wyraz twarzy. Uśmiech na jej ustach odbijał się w równie pięknych oczach. Jeśli kiedykolwiek, ktoś zapytałby mnie kogo uważam za najpiękniejszą osobę na świecie nie wymieniłabym Kelly, ani Alice Dubis, ale właśnie ją.
- Co się z stało?- zapytałam. Rudowłosy mężczyzna ledwo na mnie spojrzał. Chwile milczał zastanawiając się czy udzielić mi odpowiedzi.
- Umarła.- powiedział w końcu. Zamarłam. Zdałam sobie sprawę jak niewiele wiedziałam o Samuelu. Usiadłam po turecku wciąż trzymając zdjęcie w dłoniach, sięgnęłam po kolejne. Tym razem był tam ponownie Samuel, nieco starszy, może siedmioletni, trzymał za rękę tą samą kobietę co wcześniej. Za nimi stał uśmiechnięty lekko mężczyzna z wąsami. Jego chłodne spojrzenie również rozpoznawałam. Byli na tle bardzo bogatego pomieszczenia, jego rodzina musiała być bardzo bogata.
- Szef nie ma z nim kontaktu.- odezwał się Chris spokojnie wkładając pudełko na swoje miejsce pozostawiając mi w dłoniach zdjęcie trzyosobowej rodziny.
- Co się stało? Pokłócili się?- zapytałam naiwnie. Coś mi mówiło, że w całej sprawie jest więcej tajemnicy niż mogłoby się zdawać. Nie powinnam tego wiedzieć. Chris spojrzał na mnie najwidoczniej tocząc z samym sobą jakąś bitwę.
- Nie wiem za dużo. Słyszałem, że szef uciekł z domu gdy skończył jedenaście lat. Nigdy później się z nim nie kontaktował i nie widział. Nie radzę pytać go o to. Reaguje bardzo...gwałtownie.- „wyjaśnił”. Zaniemówiłam. Jedenaście lat?! Był dzieckiem! Zwykłym dzieckiem! Jakim cudem nikt go nie zawrócił do domu?! Jakim cudem sobie poradził? Wpatrywałam się w Chrisa z niedowierzaniem. Zdjął marynarkę i pomógł mi wstać z ziemi. Sprawdził jeszcze raz czy szafa jest zamknięta.
- Nie rozmawiamy tutaj o naszej przeszłości. Każdy ma jakieś tajemnice. Szanujemy to. - powiedział wreszcie. Miałam wrażenie, że chce mi coś uświadomić. Odwrócił się prosto w moją stronę. - Nikt z nas nie jest święty, ale to kim jesteśmy nie zawsze jest tylko i wyłącznie naszą winą.- powiedział dobitnie. Skłonił się lekko i wyszedł pozostawiając mnie wraz ze moimi myślami. Wzięłam krótki prysznic i położyłam się na kanapie. Nie mogłam usnąć. Cały czas słyszałam w głowie fragmenty dzisiejszych rozmów. Obrazy jakich nie chciałam pamiętać wciąż pojawiały mi się przed oczami. Leżąc tak z przymkniętymi powiekami błądziłam myślami wciąż w kółko. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi na dole. Zegarek wskazywał szóstą czterdzieści siedem. Samuel faktycznie długo załatwiał te „swoje sprawy”. Kroki po schodach, szczęk zamka i szum prysznica. Jakimś cudem świadomość, że jest już blisko uspokoiła mnie. Co robił? Gdzie był? Wiedziałam, że nie udzieli mi odpowiedzi.
Drzwi od pokoju się otworzyły. Przez zamknięte oczy dostrzegłam strumień światła na korytarzu. Zgasił je i wszedł do środka.
- Śpisz?- usłyszałam jego głos blisko mojego ucha. Uchyliłam lekko oczy by zobaczyć jego twarz. Teraz gdy na niego patrzyłam mogłam z łatwością zobaczyć tego małego chłopca ze zdjęcia. Z tym, że na zdjęciach był bezwątpienia szczęśliwszy.
- Chcesz czegoś?- zapytałam, Samers zaśmiał się cicho. I usiadł obok mnie.
- Posuń się.- polecił tylko. Położył się obok mnie i objął mnie ramieniem. Czułam jego oddech na szyi. Teraz jednak naprawdę poznałam znaczenie słowa bezpieczeństwo. Dopiero gdy poczułam jego dotyk udało mi się uspokoić na tyle, że usnęłam.


W następnym odcinku:
:”[...]
- Nie możesz tego zrobić!- wrzasnęłam celując w niego palcem. Uniósł wysoko brwi udając, że nic nie rozumie.
- Jak to nie mogę?- zapytał. Walnęłam go w pierś ale usłyszałam tylko głuche puknięcie. Nie wydawał się tym specjalnie poruszony.
- Chcesz robić sobie jeszcze więcej wrogów?- warknęłam. Jego usta wykrzywiły się w złośliwym uśmieszku.
- Sam, przecież mnie znasz.- odparł. Tak...czyli odpowiedź brzmiała „tak”[...]”


-----===----===----
Ta notka nieco bez akcji ale jednak przyda się odrobina wytchnienia. Za to następną postaram się dostarczyć już na środę.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (26), Dodaj

Menu

Główna
Ksiega

Archives

2009
wrzesień (6)
październik (6)
listopad (5)
grudzień (2)

2010
styczeń (2)
luty (4)
kwiecień (2)

2011
czerwiec (1)



MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com



Kochani! Wszyscy, którzy chcieliby być informowani o nowych notkach proszeni są odpowiedni komentarz z namiarami w Księdze Gości. Życzę miłego czytania.

About Me

Sam Clover nie jest romantyczką. Była zwykłą licealistką aż pewnego deszczowego dnia poznała recydywistę i szefa gangu Samuela Samersa. Rozpoczyna się historia pełna nieporozumień,niebezpieczeństw, dużych pieniędzy oraz wyjątkowo silnych uczuć. Sam znalazła się w świecie w którym nie wybacza się popełnionych błędów. Zapraszam do poznania historii Samanthy Clover.

Links

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (28)
wszystkie (28)

crooked-thoughtimagine-prom-queen

Credits

Szablon wykonała: Kamila
zdjecia: Foto Decadent
Pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog.